Inne...
Głosuj
Droga do zrozumienia pommesgabela biegnie przez Rate your music i Filmweb
niedziela, 17 maja 2009
czwartek, 09 kwietnia 2009
Jedząc śniadanie zauważyłem coś, co poruszyło mnie do tego stopnia, że postanowiłem napisać o tym na pommesgabelu. Otóż ikona glam metalu powróciła w całkowicie nowej roli. Chodzi oczywiście o spandex, który jakiś czas temu rozpoczął nowe życie jako poduszka z telezakupów mango. Zmęczone życiem, podstarzałe gwiazdy rocka mogą spać spokojnie położywszy utapirowane głowy na poduszce wykonanej z materiału przywodzącego im na myśl czasy ich świetności...
13:00, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Ludzkości nie udało się wiele rzeczy... Wielki Mur, który zamiast ambitnym przedsięwzięciem mającym uchronić Chiny przed najazdem wszystkiego, co kiedykolwiek powstało, stał się fetyszem użytkowników Google Earth (swoją drogą zastanawiam się jak spaczona musi być wiedza geograficzna statystycznego zaopatrzonego w ten program domorosłego szpiega skoro po wpisaniu hasła 'wielki mur' w jego wyszukiwarce dowiedziałem się, że konstrukcja znajduje się między innymi na małym parkingu w Pyrzowicach oraz przy ulicy Harnasie 11 w Poznaniu. Dopiero po przebrnięciu przez pięć miliardów stron wskazujących położenie Wielkiego Muru gdzieś w okolicach Ciechocinka osiągnąłem cel znajdując właściwy wynik gdzieś pomiędzy restauracjami. Oczywiście radość trwała do chwili gdy okazało się, że chodzi tylko o pojedynczą cegłę, a właściwy mur znajduje się około stu kilometrów dalej...), nowa płyta Chrisa Cornella również nie należąca do osiągnięć, które za pięćdziesiąt lat najstarsi mieszkańcy Ziemi ocaleli po zagładzie nuklearnej, będą wymieniać na równi z eksploracją Marsa, opowiadając wnukom o minionej epoce (w tej kwestii muszę się wyjątkowo zgodzić Trentem Reznorem, chociaż człowiek, który w ciągu całej kariery nie nagrał nic dobrego nie powinien wypowiadać się o innych. Zresztą Cornellowi jeszcze nie zdarzyło się wydać płyty, której dałoby się słuchać bez wrażenia obcowania z tą samą piosenką w kilkunastu odsłonach)

Jedną z dziedzin w której rodzaj ludzki zdecydowanie nie ma się czym pochwalić są proroctwa dotyczące końca świata. Od lat miliony samozwańczych proroków z niecierpliwością wróżyły z paznokci, fekaliów i wnętrzności morsa oczekując, że to im dane będzie krzyknąć „HA!”, splunąć w twarz innym wróżbitom po czym triumfalnie dać się spalić ogarniającym świat płomieniom.

Ubiegły rok o wiele bardziej niż ubiegłe obfitował w apokaliptyczne rozczarowania następujące lawinowo jedno po drugim. We wrześniu Wielki Zderzacz Hadronów okazał się tylko niewiarygodnie długą rurą, a nie humanoidalnym robotem wyposażonym w ubermegadziałoneutronowe. Dlatego umówione już starcie z Godzillą musiało zostać odwołane. Natomiast w październiku koniec świata w dosyć nagły sposób udaremnił Rick Wright ostatecznie kładąc kres pogłoskom o reaktywacji Pink Floyd a tym samym przedłużając istnienie ludzkości o kolejne miesiące.

Jednak największego zawodu fataliści doznali w listopadzie, gdy Axl Rose dokonał czynu, który nawet im wydawał się niemożliwy. Po kilkunastu latach płaczu, tupania i obrzucania wyzwiskami Slasha, Najwybitniejszy z Wybitnych przemógł swoje uprzedzenia i postanowił objawić nędznemu pyłowi ludzkiemu swoje opus magnum, zanim stało się ono częścią domeny publicznej. Wyobraźcie sobie tych ludzi, którzy na wieść o ostatecznej dacie wydania „Chinese Democracy” pośpiesznie zapakowali swoje dzieci, żony i golden retrievery do podziemnych schronów w obawie przed człowiekiem, który właśnie wdepnął brudnymi trampkami w ich uporządkowane życie. Pomyślcie o tych którzy korzystając w ostatnich chwil życia wytarzali się nago w popcornie, tych którzy w obliczu nieuchronnej zagłady wykupili ostatnie zapasy cukru (swoją drogą, kupowanie cukru za każdym razem, gdy światu grozi jakieś niebezpieczeństwo jest tajemniczą sferą ludzkiej natury, której nigdy nie uda nam się zgłębić. Człowiek przechadzający się po Himalajach w stroju małpy ujawni swoją twarz, wysysającym kozy zboczeńcem okaże się niepozorny Jose z Cochabamby, polecimy na Marsa i zbudujemy tam pierwszą pozaziemską filię Wal-Marta, a 90% populacji i tak pobiegnie do supermarketu by kupić sto kilogramów cukru, na wieść o tym, że do Ziemi zbliża się wrogo nastawiona flota galaktyki Alfa-1234-12123912495004939123049530293049553031934065913405932590135) a teraz dowiadują się, że wbrew przepowiedniom mówiącym o końcu świata, który nastąpi po wydaniu Chinese Democracy, wszystkie wysiłki poskutkowały jedynie zakazem wstępu wszystkich kin świata i nieuniknioną cukrzycą.

Wszyscy wiemy kim jest Rose. Wiemy, że jest rasistą, homofobem (nie, występ na koncercie ku pamięci Freddie'ego Mercury'ego wcale temu nie przeczy) i antysemitą. Zwolennicy teorii spiskowych utrzymują, że nigdy nie zagra dla Żydów i Polaków (pomijając nieistotne szczegóły jak koncert w Tel Awiwie w 1993 i niedawny występ w Warszawie). Nietrudno się też domyślić, że jest rudy, a wiadomo o czym to świadczy. Wiemy, też że jest chamem, z którym nie był w stanie wytrzymać nawet Jeden z Wielkich Przedwiecznych - Saul Hudson zwany też Slashem lub po prostu Palantem W Cylindrze.

Kiedy Palant W Cylindrze z płaczem opuścił G n' R, ubrani w wytarte jeansowe kurtki prorocy zaczynali nieśmiało przebąkiwać o wejściu świata w kolejną epokę. Ponadto kied Axl ogłosił, że mimo samotności zamierza kontynuować swoją radosną karierę pod szyldem G n' R pojawiła się obawa, że kali juga rzeczywiście trwa i ma się dobrze... Natomiast kiedy okazało się, że planuje jeszcze wydać płytę, pokazowym zbiorowym samobójstwom i spektakularnym samospaleniom fanów Slasha nie było końca.

Podczas gdy Hudson usilnie starał się udowodnić, że znaczy coś bez Rose'a, Nawybitniejszy z Wybitnych spokojnie i bez pośpiechu nagrywał album... Kiedy Slash zakładał czterdziesty zespół, Axl zatrudniał czterdziestego gitarzystę... Kiedy Slash wydawał kolejną nudną i nijaką płytę Velvet Revolver w postaci opiewanego Libertad, Rose... osiemdziesiąty raz przekładał premierę Chinese Democracy. Kiedy VR zawiesiło działalność, gdy ich nudny i nijaki wokalista postanowił poszukać lepszej drogi życia, Rose wydał...

Drugi najlepszy album w karierze Guns n' Roses udowadniając, że to on a nie zachwycony sobą Palant W Cylindrze był i jest w zespole najważniejszy... W recenzji wypada zwykle uzasadnić taką a nie inną ocenę. A zwykle nie jest to łatwe...

Wypada napisać coś o produkcji, która na Chinese Democracy jest bardzo dobra. Niektórzy coś tam pojękują, że niby „za bardzo”, że klawisze i orkiestra jak z Atom Heart Mother. Tylko tak naprawdę, kto oprócz maniaków uznających, że świat skończył się na roku 1990 narzeka na zbyt nowoczesną produkcję i nowocześniejsze solówki, które są swoją drogą przewyższają wszystko to, co kiedykolwiek nagrał Slash... przepraszam... pan Slash). Tym samym Buckethead otworzył oczy niedowiarkom twierdzącym, że ktoś, kto nosi na głowie papierowy kubełek najwidoczniej nadrabia durnym image'em brak umiejętności (chociażby w Better, chociaż Robin Finck też ma tam swój wkład)

Inna sprawa to utwory. Mimo najszczerszych starań nie znalazłem żadnej piosenki, która powinna być wywalona i ku uciesze fanów wydana za dwadzieścia lat na płycie z odchodami. I... tyle... Axl Rose pokazał, że nadal umie grać i śpiewać nie zakopując się w mrocznych i zatęchłych piwnicach lat osiemdziesiątych. W końcu ostatnio wydane płyty dowodzą, że zespołom pokroju Wolfmother czy Black Stone Cherry lepiej idzie odtwarzanie starych czasów niż tym, którzy te czasy przezyli... (tak tak, wiem, że oba to pseudoblacksabbatholedzeppelin a nie pseudogunsn'roses ale sensownego przykładu zespołu grającego rocka z pogranicza lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie mogę sobie przypomnieć)

Teraz czas na WADY. Do tej pory znalazłem jedną i to na tyle poważną, że przez jakiś czas odciągała mnie lepkimi kończynami od kupienia Chinese Democracy czyli okładkę... Po kilkunastu milionach lat pracy do sklepów trafiła płyta ze zdjęciem rodem z kalendarza z Pani domu. Może gdyby zrezygnować z nazwy zespołu i tytuły płyty zostawiając sam rower dałoby się przeżyć, ale... pff... Dodatkowo większość osób mieszkających w Polsce nie ma wyjścia i musi kupić wersję z niemiłosiernie zgwałconą książeczką zawierającą tylko jedną stronę. A wystarczyło urodzić się kilkaset kilometrów na wschód i można by było cieszyć się gustowną książeczką zbyt grubą by wejść z powrotem do pudełka, ale za to ładniejszą niż okładka (phi) i zawierającą gustowne zdjęcie Rose'a po botoksie...

Tymczasem data końca świata została przełożona...w tym roku będzie jeszcze wiele okazji by kupić cukier – w tym nowe płyty Alice in Chains i KISS (chociaż koniec świata w postaci płyty Led Zeppelin byłby zdecydowanie przyjemniejszy)


Różowy kurczak mówi:
22:37, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 marca 2009
Gdyby wszyscy weszli na tę stronę i zagłosowali na misia z numerem 51 świat stałby się lepszym miejscem... Dlatego uprasza się o wejście i zagłosowanie...
12:58, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2009
Kiedyś coś napiszę... Po maturze na przykład.
16:31, stefaneustachy , roody gada
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 stycznia 2009
wtorek, 16 grudnia 2008
Domyślam się, że w zaistniałej sytuacji moje tłumaczenia nie usprawiedliwią braku aktualizacji, muszę jednak z bólem przyznać się, że okrutnie nie chce mi się rysować komiksów. Stwierdziłem, że męczenie się co tydzień z tymi samymi postaciami jest nie do wytrzymania (powinienem był się tego spodziewać. To że co tydzień zmieniałem wygląd postaci o czymś świadczy), wrzasnąłem głośno, uderzyłem głową w stół, ponadto doszedłem do wniosku, że nie potrafię wysłowić się w żadnym z trzech języków, które teoretycznie powinienem mieć już opanowane. W związku z tym na razie pommesgabela porzucam (znowu) razem ze wspaniałym zamiarem pisania długich i bezsensownych tekstów.
19:06, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2008


Wśród osób interesujących się muzyką krążą dwie teorie powodujące nieustanne starcia pomiędzy fanatycznymi miłośnikami jazzu i niemniej nienormalnymi maniakami rocka. Każda z grup uważa, że ich muzyka jest najbardziej wymagająca, najlepsza a Tamci Drudzy są pozerami...
Tymczasem gdzieś pomiędzy skłóconymi oddziałami krąży niepozorny długowłosy osobnik pospiesznie ścierający krople potu z pomalowanej na biało twarzy i rozglądający się niepewnie szukając wśród tłumu ludzi, których kiedyś uważał za swoich fanów, a którzy teraz z morderczym błyskiem w oku i pochodniami w rękach wykrzykując w amoku „pozer! ciota!”
Tak, granie dwunastominutowych solówek na gitarze, trąbce czy innym saksofonie jest niczym w porównaniu z wysiłkiem, jakim jest zachowanie równowagi pomiędzy mroczną otchłanią pozerstwa a jeszcze mroczniejszą (i spowitą ciemnymi chmurami) otchłanią trvnorvegianpagandesacrationvirgindeflorationanusvaginasatanblackmetalu.
Niestety niektórym się to nie udaje. Ostatnio dołączył do nich wyklęty w Polsce wokalista Gorgoroth Gaahl.
Najpierw ku rozpaczy (spowitych w ciemne chmury) fanów oświadczył, że jest wegetarianinem a teraz na dodatek wyjawił swój homoseksualizm wprowadzając zamęt w spokojne życia oddanych idei bljekmjetalowców.

Tytuł z Milesa Daviesa... przepraszam. Naszło mnie jak słuchałem wczoraj Ciemnej Stronie Mocy
22:32, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008
Muszę... nic nie powstrzyma mnie przed umieszczeniem tu najlepszego teledysku roku...

poniedziałek, 08 września 2008

Roody/stefaneustachy idzie pod prąd... opiera się wrogim ideowo jednostkom i ostentacyjnie pluje w twarz myzyczny dyletantom uważającym Metallicę za zespół wybitny.
Co więcej roody/stefaneustachy stawia tych kiedyśthrashmetalowychkowbojów na równi z innymi gwyjazdami noszącymi dumnie miano artystów uznanych przeze mnie (a właściwie Mnie, co sobie będę oszczędzał) za przereklamowanych. Do tego szacownego grona należą na przykład The Police, U2 (no dobra, z bólem muszę przyznać, że mieli kilka dobrych piosenek. Chociażby Elevation i niektóre z Boy), Kult i jego pochodne oraz wszystko, co swoim głosem pobłogosławił Chris Cornell (człowiekowi, który nagrał koszmarną piosenkę do i tak niemiłosiernie zgwałconej czołówki Casino Royale się nie wybacza)

Chciałem wpisać tutaj też liczne projekty Mike'a Pattona, ale po namyśle stwierdziłem, że Tomahawk i soundtrack z A Perfect Place są naprawdę zacne...
21:05, stefaneustachy , roody rysuje
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 września 2008

A ty słyszałeś nowego Coopera?
Ja tak... ale tak dawno temu, że nie mogę się na jego temat wypowiedzieć...
17:16, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lipca 2008
środa, 09 lipca 2008
Daję tak, bo Universal nie pozwala na embedowanie

Pisałem już, że nie chce mi się rysować pommesgabela? Właśnie... Na razie rysuję analogowo.
12:31, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 czerwca 2008
piątek, 27 czerwca 2008
Talent i Wyobraźnia tuliły się do siebie starając się odwrócić wzrok od Chęci Rysowania wiszącej na haku w przeciwległym rogu pomieszczenia.
Ich krew nieustannie sącząca się z głębokich ran powoli spływała do niewielkiego odpływu. Brak Chęci Tworzenia Wynikający Z Nieuchronnego Zagłębiania Się W Coraz Większy Marazm od czasu do czasu spoglądał nie leżące pod ścianą zakrwawione postaci. Pewnym ruchem podrzucił naostrzoną uprzednio siekierę i podszedł do kulących się ze strachy ofiar...


Nie mogę, nie chce mi się.... potwornie, okrutnie wręcz nie chce mi się myśleć. Mimo że przez ostatnie, przypadające na rok szkolny, miesiące uparcie twierdziłem, że wezmę się do roboty i w końcu nauczę się rysować tak, by móc pochwalić się czymś więcej niż koślawym Kleofasem, wraz z początkiem wakacji popadłem w marazm i nie dość, że nie jestem w stanie nic narysować (nowy pommesgabel powstaje już od *liczy na palcach* piątku) to jeszcze koszmarnie mi się nie chce.

No trudno, obaczym jak to będzie...
20:28, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2008
W zaistniałej sytuacji mogła się tu znaleźć tylko jedna piosenka...
czwartek, 19 czerwca 2008
Dzisiaj w ramach burzenia niesłusznych wyobrażeń ludzkości na temat wokalistów na pommesgabelu gości Aphrodite's Child...

Poznajesz głos? Tak? Słusznie. (Jak nie to wiesz kim jesteś, trzy litery, pierwsza b)
Jak jasno dowodzi ten teledysk, w zamierzchłych czasach, zanim Demis Roussos zaczął nosić szleleszczące sukienki i ku uciesze wzruszonej publiczności śpiewać Goodbye my love, goodbye, nie dość że śpiewał, to jeszcze grał na gitarze w progreswynym zespole Aphrodite's Child, z którym nagrał trzy płyty, a wśród nich słynny album 666
Druga sprawa, już mniej oczywista, jest taka, że za klawisze odpowiedzialny był niejaki Evangelos Odysseas Papathanassiou znany też jako Vangelis (lub Eυαγγελoς Oδυσσεας Παπαθανασιoυ , ale ta wersja jest raczej nie do przejścia)
It's five o'clock pochodzi z płyty o zaskakującym tytule It's five o'clock wydanej w 1969 roku...
środa, 18 czerwca 2008

To że Ronnie James Dio urodził się by walczyć wiadomo od zawsze... Na przykład w dawnych czasach stojąc na czele armii gwiazd metalu lat osiemdziesiątych radośnie rzucał się z (wokalną) pomocą do Afryki. A tutaj ... no właśnie. Może jednak jestem nieobytym bucem i symbol pojawiający się w osiemnastej sekundzie teledysku oznacza coś jeszcze, albo jedyny wokalista, który może spojrzeć Glennowi Danzigowi w oczy, przyłożył swoje pommesgabelowe (naprawdę pommesgabelowe, obaczcie na wikipedii) palce do tej sprawy ...
wtorek, 17 czerwca 2008

stefaneustachy, znany też jako progresywno-punkowo-metalowy buc stwierdza, że mimo koszmarnej jakości jest to bardzo zacne...
niedziela, 15 czerwca 2008

Właśnie przypomniałem sobie, że chciałem kupić kiedyś ich płytę, więc tak dla zapchania miejsca na blogu wstawiam teledysk... Bardzo zacny zespół...

Do tego Dickinson chcąc dorównać Halfordowi wzorem swojego idola też opuścił swój zespół, przecież to oczywiste.

Jak widać zgodnie z nieśmiertelną zasadą progresji, "trójpolówki i płodozmianu" w stylu pommesgabela znowu zaszły zmiany. Wszystko zaczyna powoli wyglądać tak, jak miało w zamierzeniu...
16:47, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 czerwca 2008

Tak, nie chwaląc się... mam. Poszedłem do Empiku po książkę o znakach drogowych (nie byle jaką, bo wydaną przez Taschen) a wróciłem z Nostradamusem
Prawdopodobnie wypadałoby coś powiedzieć, poradzić lub odradzić kupowanie, więc... Jeśli ktoś, przyzwyczajony do starych czasów woli muzyków biegających radośnie w trykotach albo połyskujących skórzanych kurtkach, woli Judas Priest, w którego piosenkach refreny składają się z trzech wyrazów (Brejkin de loo, brejkin de loo tu ru ru ru - klasyk) nie powinien słuchać tej płyty- jeszcze się zniechęci, obrazi, pogrąży... a tego byśmy nie chcieli, prawda? Podsumowując, moim skromnym *ekhm* zdaniem album ten jest zacny, oj zacny. PONADTO uważam, że razem z Sin after sin, Screaming for vengeance,Killing Machine i Defenders of the faith jest to jeden z najlepszych wydanych przez nich albumów.

Dziękuję, dziękuję * chowa pogiętą kartkę, odchodzi w blasku chwały wśród oklasków i okrzyków rozochoconych fanek *
18:59, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 czerwca 2008
I tyle mam dzisiaj do powiedzenia
Nie jest źle, chociaż miejscami zbliżają się niebezpiecznie do American Idiot. Chyba, takie mam wrażenie, chociaż nieraz się przejechałem na swoich urojeniach...
11:13, stefaneustachy , roody gada
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 czerwca 2008

Uczucie, którego doświadczyłem parę dni temu można określić tylko mianem "ciężki szok". Człowiek kulturalnie włącza telewizor, chce się czymś zająć podczas jedzenia obiadu a tam jacyś ludzie biegają...grają w piłkę i to na dodatek w jakichś mistrzostwach... Nikt nie spodziewał się mistrzostw Europy.

Gdyby nie to nadal żyłbym w błogiej nieświadomości, z której wyrwałyby mnie dopiero krzyki sąsiadów...
Niestety, nigdy nie pojmę dlaczego akurat ten sport... Jest tyle innych, zapasy w kisielu chociażby a ludzie musieli uprzeć się akurat na piłkę nożną.

Chyba najwyższy czas zacząć robić paski, do których został stworzony ten blog... Przygotujce się więc na powrót komiksów o muzyce.
14:46, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 czerwca 2008


Tydzień temu nie było sensownego tytułu dlatego teraz zupełnie za darmo oferuję aż dwa (tylko nie wydaj wszystkiego od razu). Pierwszy (bez the) z ostatniej płyty Status Quo, tak, oni naprawdę nagrali więcej niż In the army now. Drugi z Hellbilly deluxe Roba Zombie...
23:39, stefaneustachy , roody rysuje
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4